Raportuj komentarz

Historia sprzed 70 lat wydawałoby się, że nie powinna nas dotyczyć, ale jestem przkonany, że jest wręcz odwrotnie i nigdzie indziej jak na naszych podwórkach tragedia 38 Armi, wyryła najgłębsze blizny. Wojna dotyka nie tylko żołnierzy, którzy oddają życie za mniej lub bardziej bliskie im osobiście idee, ale Ludzi, którzy stanowią tło dla wydarzeń odgrywających się na ich ziemi w ich domach. Na tle zagłady przedwojennych "Bieszczadów" w ciągu walk z bandami UPA, epizod dukielski może się wydawać znikomym zdarzeniem, bo nie zniknęły z map miejscowości zrównane z ziemią w czasie tej hekatomby i pokazu siły boga wojny. Krwawe od ognia artylerii noce i płynące czerwieniom rzeki nie zostały pogrzebane w pamięci okolicznej ludności chyba do końca. Bezsensowna śmierć musiała zostać zapamiętana, bo nie sposób było przejść obojętnie wobec dziesiątków tysięcy zabitych i rannych, wobec fetoru śmierci, który po ustąpieniu mrozów był wyczuwalny nawet w Krośnie. Zniszczone domy, straty wśród Mieszkańców, o których nikt jakoś nie wspomina, przemykanie się rowami miedzy strzelająca artylerią, noce grozy gdy wybuchy pocisków stawały się tym bardziej spektakularne im ciemniejsza była noc zasnuta dymami. To tło spektakularnych wydarzeń wojennych. Ale ta bitwa dla naszych okolic nie skończyła wraz z przekroczeniem Przełęczy Dukielskiej 6 października, ona trwała zbierając krwawe żniwo jeszcze przez wiele lat po wojnie na minach i niewybuchach, wśród Mieszkańców i w szeregach saperów Wojska Polskiego, którym przyszło odminowywać pola bitewne. Cieszę, że w Krośnie pojawiła się nowa placówka muzealna, która oddaje cześć zarówno "głównym bohaterom" tego ponurego spektaklu, jak i "drugoplanowym aktorom", którzy mimowolnie zostali wciągnięci do tej straszliwej machiny. Z dużą satysfakcją obejrzałem tą ekspozycję - to nie karabinki ASG, to prawda przykryta warstewką rdzy i śniedzi na łuskach. Gorąco polecam ku pamięci szczególnie młodszego Pokolenia - Marek Gransicki