Logo
Wydrukuj tę stronę

Nie tracę czasu na oszukiwanie siebie. Wywiad z Lidią Popiel

Kiedyś wzięta modelka, dziś rozchwytywana fotografka i wydawca magazynu internetowego fineLIFE.pl. Prywatnie żona cenionego aktora Bogusława Lindy. Lidia Popiel opowiada Ilonie Adamskiej o dzieciństwie, fotografii i... koszulach.

REKLAMA



alt
www.ikmag.pl jest partnerem portalu KrosnoCity.pl

Lubisz wywiady?
- Lubię. Wywiady sprawiają, że człowiek może zatrzymać się w miejscu i przemyśleć to wszystko, co dzieje się wokół niego. Zastanowić się nad sobą, swoim życiem. Podsumować pewne sprawy, wydarzenia. Zrobić rachunek sumienia.

O czym najchętniej lubisz rozmawiać?
- Nawiązując do Twojego wcześniejszego pytania: lubię wywiady, bo często padają pytania, które nie zdarzają się na co dzień. Niekonwencjonalne, nieszablonowe, odkrywcze. Uwielbiam wymieniać poglądy na różne tematy, szczególnie te dotyczące kultury, fotografii. Poza tym jestem osobą, która nie znosi narzekań. Zatem rozmawiam najczęściej o ciekawych i pozytywnych aspektach swojego życia.

Wróćmy zatem do przeszłości. Pytanie być może szablonowe, ale co tam…. Jakim byłaś dzieckiem?

- Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo nasze widzenie siebie jako dziecka jest zupełnie inne niż widzenie np. naszych rodziców czy  nauczycieli. Na pewno byłam dzieckiem porywczym, aczkolwiek trochę stłumionym. Byłam nieśmiała i wyalienowana.

Smaki, które kojarzą Ci się z dzieciństwem?
- Kawa zbożowa, ponieważ pamiętam koszyk, który podczas wakacji nosiłam na pole. Były tam pyszne kanapki, słodkości i… właśnie kawa zbożowa.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że to, czego najbardziej się boisz, to być wiecznie młodą…  Ciekawe wyznanie jak na czasy totalnego kultu młodości.

- Wiele kobiet na siłę stara się zatrzymać czas. Dla mnie pozbycie się takiego myślenia to wyraz wolności. Jestem wolna, bo nie tracę czasu na oszukiwanie siebie. Jestem pogodzona ze swoim wiekiem, z tym, jak zmienia się nasze ciało z upływem lat. Jestem po prostu szczęśliwa.

Zanim zostałaś wziętą fotografką, pracowałaś kilka dobrych lat na wybiegu jako modelka. Często wracasz do tamtych czasów?
- Zdarza mi się. Przede wszystkim za sprawą licznych konkursów, w których zasiadam jako jurorka. Kilka dni temu wręczałam nagrodę dla najlepszej modelki w Kielcach podczas Off Fashion. Zawód modelki to bardzo trudne, niewdzięczne zajęcie. Czasem jedno słowo krytyki ze strony klienta, fotografa, agencji może przewrócić modelce świat, załamać ją, wpędzić w ogromne kompleksy.

Kiedy zdecydowałaś o tym, żeby zejść z wybiegu i stanąć po drugiej stronie obiektywu?

- Fotografię pokochałam pozując do zdjęć dla świetnych fotografów - podziwiając ich talent i umiejętności (pracowałam jako modelka od 18. roku życia). Pierwszy raz wzięłam aparat do ręki mając 24 lata i dokładnie wiedziałam, co zamierzam robić. Projektowałam wówczas ubrania, więc moje pierwsze zdjęcia dotyczyły tych właśnie projektów.

Pamiętasz swoje pierwsze zdjęcie?

- Oczywiście. Zrobiłam je Bognie Sworowskiej. Zostało wydrukowane na plakacie firmy kosmetycznej. Zrobiłam je zupełnie nieprofesjonalnie, nie umiejąc tak naprawdę fotografować - co w dzisiejszych czasach jest czymś normalnym.

Jaki rodzaj fotografii jest Ci najbliższy?
- Najbliższa jest mi fotografia portretowa - niezależnie od stylu zdjęć. Nawet jeśli na jakiś czas zafascynuje mnie krajobraz lub coś innego - zawsze wracam do portretu.

Czy fotografia ma płeć?
- Fotografia długo uchodziła za zajęcie dla facetów, ze względu na zaawansowany technicznie sprzęt. Profesjonalista musi się dodatkowo nadźwigać. Oczywiście, fotografowanie nie jest przeznaczone tylko dla mężczyzn. Kobiety bardziej emocjonalnie podchodzą do życia i ma to swoje odzwierciedlenie w fotografii. To największa różnica. Mężczyźni są za to pewniejsi siebie, dlatego wszystkim fotografkom życzyłabym, by uwierzyły w siebie.

Czy masz swoje ulubione zdjęcie?
- Na pewno Małgosi Niemen. Zdjęcia, które robiłam w latach 80. Życzę każdemu fotografowi takiej modelki, która czuje światło, ubranie,  potrafi odegrać sytuację, rozumie fotografię i na dodatek jest naturalna. Praca z nią to była czysta przyjemność.

Co sądzisz o photoshopie? Graficy komputerowi pracujący przy reklamach, w magazynach, wprawiają dziewczyny w kompleksy...

- Nie te, które mają szacunek do siebie. Świat zwariował na punkcie photoshopa. Nieskazitelna, wygładzona do granic możliwości cera, brak cellulitu, rzęsy oraz nogi sięgające nieba. Dziś możliwości photoshopa są nieograniczone. Osobiście jestem przeciwniczką zmian photoshopowych, ale nie we wszystkich przypadkach. Photoshop służy do wielu zabiegów, które nie dotyczą tylko poprawiania i udoskonalania ciała. Jestem za photoshopem, kiedy ma on swoje uzasadnienie przy edytorialach albo w reklamie. Jest to pewnego rodzaju grafika. Doceniam solidną grafikę na wysokim poziomie. Nie rozumiem jednak kompletnie osób, które poprawiają swoją urodę na zdjęciach prywatnych. Takie zdjęcie jest swoistym dokumentem i być może, jeśli teraz nam się nie podoba, to za rok, dwa - będzie.

W świecie show-biznesu znana jesteś jako wielka fanka męskich koszul...
- To prawda. Uwielbiam koszule. Mam ich kilkanaście w swojej szafie.

Pamiętasz swoją pierwszą koszulę?
- No jasne. Pamiętam koszulę taty, którą kupił sobie chyba w Modzie Polskiej. Była biała w małe łódeczki, bardzo mi się podobała. Ile mogłam mieć lat? Kilkanaście. Później ją przerabiałam na różne bluzki i tak to się zaczęło... (śmiech)

A prasujesz?
- Przecież wiesz, że nie! (śmiech).

No jasne, że wiem. Zapytałam z grzeczności...
- Prasowanie odbiera cały urok wygniecionym koszulom, jest nieekologiczne i zabiera czas. Więc precz z prasowaniem!

Jak to jest być żoną Bogusława Lindy?
- Chcesz spróbować? (śmiech)

Hm... pomyślę Lidziu, pomyślę...
- Na pewno nie jest łatwo. To, że mój mąż wzbudza duże zainteresowanie u kobiet jeszcze bardziej mnie nakręca. Doceniam gust jego fanek. (śmiech)

Czy Twój mąż wspiera Cię w Twoich artystycznych działaniach?

- Mamy obydwoje tyle zajęć, że raczej każde z nas żyje swoimi sprawami. Obserwujemy siebie z boku, z ogromną życzliwością, zawsze chętni do pomocy.

Życzę zatem spełnienia marzeń i kolejnych radosnych, wspólnie spędzonych chwil.

Rozmawiała: Ilona Adamska
Fot. Jacek Poremba
alt

Przeczytaj także

© KrosnoCity.pl 2008 - 2020