W środę, 25 kwietnia 2012, w godzinach porannych w leśnictwie Rymanów Zdrój doszło do bliskiego spotkania człowieka z niedźwiedziem. Na szczęście mężczyzna nie został zaatakowany przez zwierzę.
Pracujący przy szlakach zrywkowych operator koparki natknął się na niedźwiedzia, idąc leśną ścieżką. Według mężczyzny, znajdował się w odległości 15-20 m od niego. Zwierzę zachowywało się agresywnie, stąd operator koparki rzucił się do ucieczki w dół stoku i kilkakrotnie upadając, doznał skaleczeń twarzy i rąk. Nie doznał natomiast obrażeń od niedźwiedzia.– mówi Edward Marszałek, rzecznik prasowy RDLP w Krośnie.

O zaistniałym zdarzeniu poszkodowany natychmiast powiadomił Służbę Leśną. W związku z tym, Nadleśniczy Nadleśnictwa Rymanów nakazał wstrzymanie prowadzonych okolicznych prac odnowieniowych. W pobliżu wywieszono też stosowne tablice ostrzegawcze.
red. Foto: Tomasz Zajdel
























![Mistrzowski boks w Krośnie. Wyjątkowe seminarium ze Zbigniewem Raubo [TRWAJĄ ZAPISY]](https://krosnocity.pl/wp-content/uploads/2026/09/seminarium-bokserskie-front-150x100.png)




7 komentarzy
to nie był prawdziwy niedźwiedź – to był śliwka z deszna właściciel sprzętu kopiącego w przebraniu niedźwiedzia sprawdzić pracownika czy się nie obija
przecięż śliwka za jedną złotówkę straconą to jest w stanie całą rodzinę wytępić
a sprzęt ma z darowanych pieniędzy przez unię eurpejską tak że się w sumie biedak nic swojego nie dorobił !
Jedno co mi się w tych tłumach podoba, to wędrówka na Tarnicę w Wielki Piątek, szczególnie gdy wyruszy się w górę z pierwszą grupą – to robi wrażenie, ale poza tym, cywilizacja w tych stronach mnie przeraża! Pozdrawiam Maro!
Racja Maro, Bieszczady się zmieniły, teraz na majowy to strach tam jechać tyle ludzi, a gdzieś te zwierzęta muszą żyć. Też miałem zenita 😉 jeszcze leży gdzieś, taki co przesłonę się ręcznie zakręcało 🙂
Gdy byłem na studiach, a było to już ponad 20 lat temu, miałem niewątpliwą przyjemność wędrować po Bieszczadach razem z Kolegami z koła fotografiki. Misia wyśledził nasz przewodnik i instruktor, mieliśmy go sfotografować z odległości ok. 200 metrów na leśnej polanie z teleobiektywem stałym o ogniskowej 400 dopiętym do Zenita. Tylko, że miś nie chodzi tam gdzie szlak prowadzi, tylko tam gdzie go nos wiedzie, stąd wylazł zupełnie nie tam, gdzie się go spodziewaliśmy i narobił nam strachu. Misiek niezbyt duży, tylko przystanął, popatrzył na nas przez moment i wlazł do lasu – bez większego pośpiechu. Co Wy byście zrobili w takiej sytuacji? My w każdym razie nie próbowaliśmy iść jego śladem. 50 metrów to długość całej krośnieńskiej ulicy Pawła z Krosna, więc to wcale nie tak blisko. Góry dziś to już nie to samo! Żeby zejść ze szlaku trzeba by chyba wypełnić tysiąc formularzy, a nie tak jak kiedyś, gdy telefoniczna zgoda zaprzyjaźnionego nadleśniczego wystarczała. Ale wtedy też my byliśmy inni – ostatnio na wycieczce z Olchowca na Baranie zebrałem pełną siatkę śmieci. Stare trepy, dżinsy i moro na grzbiecie to wystarczało, moja praktica B20, to już było coś! Teraz strój wędrowcy i sprzęt jaki zabieramy na szlaki często kosztuje, tyle co niezły używany samochód, ale jednak czy potrafimy na szlaku obserwować i słuchać, czy potrafimy szanować przyrodę i dbać o nią. Kiedyś nie było wstydu podnieść upuszczony papier, a teraz?
a może Pan operator koparki był na rauszu i tylko mu się wydawało że widział misia, hahaha
Strach ma wielkie oczy, może miś wcale nie był agresywny?
W każdym razie słyszałem, że przed niedźwiedziem właśnie lepiej uciekać w dół, bo ma przednie łapy krótsze i źle mu się biega w dół, jest wolniejszy. Nie wiem czy to działa, wole nie mieć okazji, żeby sprawdzić 🙂
Z odległości ok. 5o m też widziałem misia w Bieszczadach, nawet zwrócił na mnie uwagę i łaskawie zechciał na mnie spojrzeć, po czym wrócił do własnych zajęć (stałem spokojnie, bo mnie trochę zamurowało). Jakoś nie wydaje mi się, żeby taki jegomość miał od razu powody do złości, więc wynika z tego, że ktoś mu zalazł za skórę, że tak od razu się gniewa.